środa, 25 stycznia 2017

6 ciekawostek pielęgnacyjnych z książki "Sekrety Urody Koreanek"

Chociaż swoje latka już mam, a czas siedzenia z okrągłymi jak spodki oczami w Wigilijny wieczór oraz oczekiwanie na prezenty już dawno za mną, jednak i w tym roku święty Mikołaj nie zapomniał mnie czymś obdarować. Jednym z kilku prezentów znalezionych pod choinką była książka- Sekrety Urody Koreanek. Nigdy nie myślałam, że jakaś literatura tak bardzo mnie urzeknie, bowiem została przeze mnie pochłonięta zaledwie w ciągu całego Bożego Narodzenia. W ciągu tych kilku dni Charlotte Cho, autorka tejże książki, wywróciła całą moją pielęgnacje do góry nogami.
Podobny obraz

Dzisiaj, po moim diametralnym nawróceniu na dobrą drogę koreańskiej pielęgnacji, mogę napisać Wam taki wpis. Dziś przedstawię Wam 6 losowo wybranych ciekawostek pielęgnacyjnych z książki ,,Sekrety Urody Koreanek", o których nie miałyście za pewne pojęcia.
1. Koreańska wieczorna toaleta, zwana "rytuałem pielęgnacyjnym" składa się z nawet 10 kroków! O to jego najważniejsze punkty:
-pierwszy demakijaż olejkiem

-drugi demakijaż np. żelem do mycia twarzy
-peeling
-maseczka
-tonik
-krem pod oczy
-krem nawilżający na twarz
2. Koreanki wręcz boją się słońca i szkodliwego promieniowania UV. Nakładają na twarz emulsje z filtrem SPF 50+ (powtarzają ten krok kilka razy dziennie). Nie robią tego tylko latem, ale przez cały rok, nawet jeśli cały czas spędzają w budynku. Oprócz tego, gdy wychodzą już na zewnątrz robią wszystko, żeby się nie opalić. Ubierają zabudowane ubranie, noszą parasolki albo po prostu przebywają w cieniu innych obiektów.

3. W Korei pielęgnacje stosują nie tylko kobiety, ale również mężczyźni! I to nie tylko tacy, których możemy kojarzyć z K-POPowych zespołów, ale również pospolici, zwykli faceci, co pokazuje, jak bardzo dbanie o siebie jest wpojone w życie i kulturę mieszkańców Korei. Sklepy z kosmetykami można nawet znaleźć przy wojskowych jednostkach szkoleniowych i poligonach, które wcale nie znajdują się tam przypadkowo.
4. Koreanki kochają make-up no make-up. Na koreańskich ulicach nie znajdziemy kobiet ze smoky-eyes, wypudrowaną, matową twarzą czy z matowymi pomadkami. W Korei zamiast fluidu stosuje się głównie kremy BB, pudru nie nakłada się wcale, a zastępuje się go dużą ilością rozświetlacza, który jest używany również jako cień do powiek. Koreanki na usta zamiast płynnych czy klasycznych pomadek wolą nałożyć tint, który zabarwi ich usta soczystym kolorem na wiele godzin.

5. Najważniejsze jest nawilżanie! Zachodni świat przez wiele lat wpajał nam, żeby trzymać się z dala od wszystkiego, co sprawia, że skóra jest natłuszczana/ nawilżana, a takowe kosmetyki są zarezerwowane tylko dla osób ze skórą bardzo suchą. Koreanki udowadniają jednak, że nawilżanie tłustej skóry może stać się wręcz jej zbawieniem. I to prawda! Ja posiadam skórę normalną na policzkach oraz brodzie, a tłustą ma czole, gdzie raz w miesiącu lubi wyskoczyć mi pryszcz, oraz na nosie, a nawilżanie jej bardzo mi pomogło.

6. Zachodni świat kocha matowy efekt. Pożądana jest matowa twarz, ciężkie smoky-eyes wykonane matowymi cieniami, a na usta obowiązkowo matowa, okropnie wysuszająca pomadka. Korea zauważyła jednak, że matowa skóra nie wygląda wcale świeżo i zdrowo. Co więcej, delikatnie świetlista skóra nie jest wcale tym samym co śliska i pełna sebum twarz. Koreanki tak kochają ten delikatnie świetlisty, promienny i zdrowy efekt, że ma on nawet swoją nazwę: "chok chok". 

Dzisiaj to by było na tyle ode mnie. Mam nadzieję, że choć minimalnie zaciekawiłam Was koreańskim rytuałem pielęgnacyjnym. Resztę musicie doczytać same, a naprawdę lekturę Wam polecam. A może już czytałyście tę książkę? Jakie macie o niej zdanie?
                                                                                                                A.

2 komentarze: