Jakiś czas temu opublikowałam tutaj post, w którym opowiadam Wam o moich trzech kosmetycznych bublach. Dziś przygotowałam dla Was post, który jest czymś w rodzaju odpowiedzi i przeciwwagi do tamtego, bowiem opowiem Wam w nim o moich ulubionych kosmetykach.
1. Essence Get BIG! Lashes volume boost mascara
Na tę mascarę natknęłam się pod koniec sierpnia zupełnie przypadkiem spacerując po Naturze. Pomyślałam wtedy, że najczęściej sięgam po mascary firm L'Oreal lub Maybelline, warto by było więc skusić się raz na coś bardzo taniego. W ten o to sposób mascara z Essence za niecałe 10 złotych powędrowała do mojego koszyka, co okazało się strzałem w dziesiątkę. Mascara ma bardzo dużą, tradycyjną szczotkę, która bardzo dobrze działa na moje rzęsy, które dzięki niej zyskują na grubości. Jeśli o nie chodzi, ich długość oceniam jako średnią w kierunku długiej. Są one bardzo ładnie podkręcone, jednak przy tym dość cienkie, co mascara bardzo ładniej koryguje. Fakt, nie jest ona bardzo odporna na mocne pocieranie lub wodę, jednak uważam że jakość względem ceny jest naprawdę świetna.
2. Catrice Liquid Camouflage
Myślę, że nikogo nie zdziwię mówiąc, że korektor z Catrice jest moim ulubionym, bowiem w blogosferze jest on razem ze swoim "słoiczkowym" bratem tak rozsławiony, że dorwanie go w jakiejkolwiek drogerii graniczy z cudem.
Korektor występuje w dwóch odcieniach: 010 Porcelain oraz 020 Light Beige, który posiadam ja. Odcienie uważam za dobrze skomponowane, oba są przyjemnie żółte i myślę, że podpasują większości Polek. Jest on dostępny m.in. w drogeriach Hebe lub Natura, a cena to około 20 złotych.
3. Tisane balsam do ust
Ten balsam do ust jest według mnie najlepszym dostępnym na rynku i uważam, że żaden inny balsam mu nie dorównuje (nawet EOS czy Carmex, który przy okazji okropnie mnie uczulił). Przez większość część roku nie mam zbytniego problemu z suchymi ustami, jednak gdy rok temu odwiedziłam Tatry z zamiarem jazdy na nartach, szybko dały mi się we znaki i pewnego ranka gdy uśmiechnęłam się do swojego odbicia w lustrze, z moich warg śmignęło kilka strużek krwi. Moje ulubione wówczas Baby Lips nie dawały sobie rady. Pamiętam, jak rozpaczliwie szukałam w internecie jakiegoś cudownego antidotum, a potem jak biegliśmy ze znajomymi przez całe Krupówki do jedynego SuperPharmu w regionie, bym mogła opuścić go z cudownym balsamem. Gdy na noc nałożyłam Tisane na moje suche usta, rano po rankach i skórkach nie było ani śladu. Jeśli mam być szczera, kompletnie nie używam tego balsamu od wiosny do jesieni, jednak zimą taki słoiczek za niecałe 10 złotych jest naprawdę niezastąpiony.
Miałyście te kosmetyki? Jaki macie o nich zdanie?
A.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz